Niesamowicie ostrożny zarówno w odbieraniu telefonów (bo nuż to jakiś agent Orange abonament będzie wciskał) jak i maili (a jak w załączniku wirus będzie?) jest pan Binienda.
Najpierw czytam w Gazecie Polskiej, że polscy eksperci boją się pana Biniendy. Ucieszyłem się bo widzę, że prokuratura zaprasza. Myślę sobie - pan Biniena zmiażdży ich swoją amerykańską symulacją.
I dalej czytam, że pan Binienda chce, ale się boi, bo spotykać się będzie w amerykańskiej ambasadzie lub w sejmie, przy przedstawicielu ambasady. Czegoś tu nie rozumiem - czego w końcu boi się p. Binienda, poza kompromitacją?
Rozumiem, że ewentualna kompromitacja będzie boleć daleko mniej przy jakimś innym Elmerze.



Może tego, co spotkało dr Nowaczyka po prezentacji w Brukseli.