Blog
panta rhei - τὰ πάντα ῥεῖ καὶ οὐδὲν μένει
akwarysta
akwarysta Jestem pogodnym człowiekiem.
0 obserwujących 150 notek 118070 odsłon
akwarysta, 19 października 2013 r.

Blef prof.Rońdy elementem większej gry?

1790 34 0 A A A

Zupełnie na spokojnie zacząłem zastanawiać się, dlaczego prof. Rońda odstawił ten teatrzyk z dokumentem, przekazanym mu przez p. Macierewicza i odebranym po programie p. Kraśki. Oglądnąłem program, gdzie deklarował posiadanie dokumentu, jak również ten, gdzie mówi o blefie.

Profesor Rońda pracuje na AGH, uczelni, którą znam dobrze o tyle, że sam ją kończyłem i przygotowała mnie ona przyzwoicie do pracy, jaką wykonuję. Dla uczelni taki „blef” jest problematyczny. O ile AGH może deklarować, że badania p. Rońdy wykonywane na rzecz zespołu p. Macierewicza wykonywne są poza uczelnią i AGH nic do nich nie ma, to jednak ciężko będzie senatowi uczelni gładko przełknąć fakt, że naukowiec AGH zwyczajnie publicznie skłamał, oraz co gorsza – że wyciągał wnioski na podstawie nieistniejących (więc fałszywych) dowodów. Zapewne profesor będzie musiał się przed senatem swojej uczelni wytłumaczyć – choć nadszarpnięty wizerunek trzeba będzie długo naprawiać i proste szpachlowanie nic tu nie pomoże.

Wracając do kwestii dlaczego p.Rońda przyznał się do kłamstwa (zwanego politycznie poprawnie blefem) to są takie możliwości:

  • -       ruszyło go sumienie
  • -       przestraszył się, że prokuratura zarząda przedstawienia tego arcyważnego dokumentu i      przesłucha p. Rońdę (i p. Macierewicza oczywiście też)
  • -      zrobił to celowo, żeby wywikłać się z bycia członkiem ZS (ale już wiadomo, że jest nim dalej)
  • -      zrobił to z polecenia p.Macierewicza

Ciężko jest oczywiście określić, co może być rzeczywistym powodem takiego, a nie innego zachowania p. Rońdy. Ale ja stawiam na wersję ostatnią. Zrobił to z polecenia p. Macierewicza.

Uważam, że p. Macierewicz zyskuje na tym, że ZS zostaje zdyskredytowany jako partner do dyskusji u prof. Kleibera. Nie będzie musiał tłumaczyć się z kolejnych blefów. Ponadto problem kontrakcji prokuratury poszukującej dokumentu przestaje istnieć, bo dokumentu nie ma. Pasują mi do tego schematu także poblemy na konferencji smoleńskiej (posłuchałem całej – uczciwie powiedziawszy tam nic nowego nie zostało powiedziane). Może zakłócenia były celowe i pomogły w odwróceniu uwagi od faktu, że ostatnia konferencja to nic nowego.

Pojawiła się też na niej kwestia wytycznych ICAO – przeczytałem dokument ICAO (dość jest długi, ale nawet interesujący dla inżyniera) na który powoływał się dr Gajewski i niestety jest to również blef. W tym dokumencie ŻADEN z czynników określających rzekomo wg ICAO, że na pokładzie był wybuch w tekście nie występuje. Przecież w momencie spotkania z "laskowymi" ktoś zada banalne pytanie - "panie Gajewski, na której stronie jest o tych 100G a na której o tym, że jak szyby całe, to wybuch". I co wtedy?

Reasumując zespół p. Macierewicza wyczerpał już możliwości dalszego tworzenia „faktów”, zdjęć helikopterów porywających kokpit, mgły, helu, ICAO, NASA, niezniszczalnych skrzydeł samolotów itd. Sporo już tego było i zderzenie z innym gremium, przeważnie znającym się na samolotach i ich budowie albo chociaż na pilotażu byłoby momentem, kiedy trzebaby przyznać się do kolejnych blefów, albo do braku wiedzy w temacie, w jakim się wypowiadają. Występ p. Rońdy skutecznie odsuwa ryzyko faktycznego spotkania z „laskowymi”, oczywiście za cenę pewnych strat w autorytecie. Jednak fakt, że pomimo kłamstwa p. Rońda członkiem ZS pozostał niejako potwierdza opcję, że cała akcja „blefowa” była zaplanowana i nie można odciąć się od kogoś, kto musiał wykonać czarną robotę.

Skomentuj Obserwuj notkę Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Uwaga! Zmieniliśmy sposób komentowania, ale nadal możesz przeczytać stare komentarze do tego wpisu.

Zobacz komentarze

Tematy w dziale Polityka